Ile wyniesie realne wsparcie z programu #MójPrąd?

Prosument - dach1Zapowiedziana właśnie dopłata do instalacji fotowoltaicznych dla osób fizycznych w ramach programu Mój Prąd, zmniejszy nakłady inwestora nie o 5 tysięcy lecz o ok. 3,7 zł. Głownie wskutek interferencji różnych instrumentów pomocowych przeznaczonych na te same cele i dla tej samej grupy docelowej oraz… opodatkowania.

Codziennie pojawiają się nowe informacje na temat rządowego programu Mój Prąd. Resort energii, który jeszcze 2 lata temu nazywał prosumentów „hobbystami” i porównywał ich do kolekcjonerów znaczków, teraz  zapowiedział dopłaty do instalacji fotowoltaicznych 2-10 kW, dystrybuowane przez NFOŚiGW.

Wśród tych nowych informacji brakuje jednak jednej bardzo ważnej dla potencjalnego inwestora. Wielkość dofinansowania ma wynosić „do 50% kosztów inwestycji, ale nie więcej niż 5 tys. zł”. Pomijając nawet ten niezbyt zgrabny chwyt marketingowy (obie wartości będą od siebie bardzo odległe), to efektywna pomoc jaką inwestor otrzyma dzięki tej dopłacie wyniesie najprawdopodobniej od 3600 do 3760 zł. Wyjaśnienie przedstawiamy poniżej oraz w załączonym kalkulatorze, zawierającym cztery teoretycznie możliwe warianty.

Rzeczywista refundacja MP1

Dwie rzeczy pewne: śmierć i podatki

Osoby fizyczne rozważające zakup własnej instalacji fotowoltaicznej, już obecnie mogą skorzystać z termomodernizacyjnej ulgi podatkowej i odpisać całość kosztów (do 53 tys.) od podstawy opodatkowana. Nie muszą przy tym nigdzie składać wniosków ani stać w kolejkach. Ulgę tę będzie można łączyć z programem Mój Prąd (nie wyobrażamy sobie by było inaczej) ale… podstawę do wyliczenia ulgi trzeba będzie naturalnie pomniejszyć o środki z NFOŚiGW – słowem: zwrot podatku będzie mniejszy.

To niestety nie wszystko. W świetle obowiązujących przepisów, środki finansowe przyznawane przez NFOŚiGW osobom fizycznym stanowią ich przychód, który musi zostać opodatkowany. Wyjątkiem (chwalebnym!) wpisanym do ustawy o podatku PIT, są środki NFOŚiGW i wfośigw na zwiększenie efektywności energetycznej (program Czyste Powietrze), ale program Mój Prąd nie mieści się niestety w ramach tej definicji.

Czy Ministerstwo Energii, Ministerstwo Środowiska i NFOŚiGW (który wysyłał już dziesiątki tysięcy PITów dla beneficjentów dopłat do kolektorów słonecznych) naprawdę o tym zapomnieli? Udają, że nie wiedzą? A może pracują gdzieś nad szybką sejmową wrzutką i nowelizacją ustawy PIT? Dlaczego nikt się o tym nie zająknął? Pomijanie tego w komunikacji nie zwiększa bardzo kruchej wiarygodności resortu energii i środowiska w kwestii OZE, a wiarygodności tej brakuje im jak nam czystego powietrza (we wszystkich 3 znaczeniach tego wyrażenia).

Skąd wątpliwości i wariantowość ostatecznych wyliczeń? Zależeć one mogą np. od interpretacji skarbowej – czy obliczając wysokość ulgi termomodernizacyjnej uwzględniać trzeba będzie refundację brutto (5000zł) czy netto, pomniejszoną o należny podatek (4100zł).

Bardzo chcemy się mylić, więc jeśli ktoś posiada informację o planowanych zmianach przepisów podatkowych – koniecznie niech się podzieli.

Chcemy też patrzyć na ten świeżo zapowiedziany program optymistycznie, ale niestety, na tle licznych znanych instrumentów wsparcia ze środków publicznych, #MójPrąd prezentuje się dość słabo. Przede wszystkim sprawia wrażenie działania doraźnego – z ograniczonym budżetem (z którego 18% trafi z NFOŚiGW do budżetu państwa), niewielkim w zestawieniu z potrzebami (200 tys. instalacji, a domów mamy 5 mln) oraz kanałem dystrybucji sławnym ze swojej niedrożności, przypomina trochę zapowiedź sklepowej promocji „do wyczerpania zapasów”, a trochę loterię – by złożyć wniosek o refundację, trzeba mieć działającą instalację. Kto podejmie ryzykowną decyzję o tak dużej inwestycji nie wiedząc, czy składając wniosek po kilku miesiącach „załapie się” jeszcze do grona ok. 200 tys. szczęśliwców?

Chcemy wreszcie wierzyć, że ten wyczekiwany i nagły zwrot resortu energii i środowiska w kierunku prosumentów i pośpiech w szykowaniu choćby takiej limitowanej pomocy dla osób fizycznych nie ma nic wspólnego z nadchodzącymi wyborami i nie powtórzy się sytuacja z 2015 roku, gdy PiS po wyborach wszystkie, własnoręcznie wywalczone dla prosumentów obietnice wyrzucił do kosza. Chcielibyśmy w to wierzyć, ale okoliczności bardzo to utrudniają…


Drukuj Drukuj