Złota plaża pośród drzew – ralacja ze spływu tratwą

Nie mylili się Ci, którzy twierdzili, że Wisła potrafi urzec. Okazuje się, że Wisła ma wiele oblicz.

Najczęściej znamy ją z miast – okiełznaną, często zanieczyszczoną, z trudno dotępnymi brzegami lub otoczoną betonem.

Pokonując kilometr za kilometrem, płyniemy przez piękną, cichą i bezludną krainę. Baśniową krainę. Rzadko spotykani przez nas wędkarze nie burzą tego obrazu. Płyniemy przez niziny, wyżyny, wśród łąk nabrzmiałych zbożem pól, lasów pachnących żywicą, piaszczystych klifów. Manewrujemy pomiędzy wypami, zamieszkanymymi przez różne gatunki ptactwa. W drodze towarzyszą nam mewy i czaple szare.

Co ciekawe, prawdę mówli też ci, którzy przekonywali, że w Wiśle (przynajmnieji na odcinku do Warszawy) woda jest czysta. Nasz sternik Marek każdego dnia w niej pływa, co wraz z doświadczeniem dnia codziennego “życia nad rzeką” kruszy nasze bastiony wątpliwości. Najwspanialej jest, gdy wszyscy wyskakujemy z tratwy, by ją przepchać przez piaski, gdy utkniemy na mieliźnie. Miękki delikatny piasek przesiewa się między placami stóp.

I to właśnie plaże urzekają najbardziej. Złociste piaski połyskują w słońcu, odcinając się żółtą kreską od brzegów i horyzontu. Chciałoby się postawić stopę na każdej napotkanej piaszczystej wyspie. Na jednej z nich urządziliśmy sobie mały postój. Na razie to nam musi wystarczyć. Płyniemy dalej.

Galeria ze zdjęciami ze spływu tratwy: dlaklimatu.pl


Drukuj Drukuj